Kapitularz Diuną kończy jedną z najbardziej rozpoznawalnych serii z gatunku fantastyki. Frank Herbert ostatni tom cyklu wydał ponad dwadzieścia lat po premierze pierwszego. Długo trwało zakończenie całej historii, jednak wielu twierdzi, że warto było czekać. Finał prezentuje wszystko to, do czego autor zdążył nas przyzwyczaić. Tematyka polityczna miesza się ze społeczną, jednak na pierwszym planie wciąż utrzymuje się aspekt ekologiczny. Do głosu dochodzą też rozterki Herberta związane z tym, z jakimi skutkami może się wiązać ludzka ingerencja w naturalny ekosystem.

Powrót do początków

Ostatni tom Kronik Diuny zatacza jakby koło. Wracamy w nim do tego, z czym mieliśmy do czynienia w pierwszym tomie serii. Planety Arrakis już nie ma. Jednak istnieje cień szansy na to, że ekosystem Arrakis uda się odtworzyć na planecie Bene Gesserit. Na Kapitularzu. To świat niezwykle zimny, surowy i nieprzyjazny dla istot ludzkich. Dlatego też, według czołowych przedstawiciele zakonu idealny do stworzenia drugiej Arrakis. Dochodzi do powolnej, ale precyzyjnej transformacji Kapitularzu. Czy jednak metamorfoza ta zakończy się sukcesem? Czy możliwe jest stuprocentowe i w pełni dokładne odwzorowanie czegoś, co nie istnieje?

Więcej filozofii

Kapitularz Diuną to chyba najbardziej sentymentalna, ale i przemyślana książka Herberta. Czuć, że samemu pisarzowi również było ciężko rozstać się z serią. Należy jednak podkreślić, że nie jest to ostatnia książka z całego uniwersum. To powieść kończąca cykl autorstwa Franka Herberta, jednak do dzisiaj ukazało się kilkanaście innych książek z tego świata napisanych przez innych autorów. Jednocześnie historie te odstają już wyraźnie poziomem od oryginalnych Kronik Diuny. Nie warto sięgać po Kapitularz Diuną, jeśli nie znamy wcześniejszych książek napisanych przez Herberta. To zbyt złożona i skomplikowana opowieść, która bez znajomości fundamentalnych praw tego świata okaże się po prostu męczącą i trudną lekturą.